Piątkowy poranek i popołudnie na alei Różyckiego we Wrocławiu przyniosły zaskakujący ciąg wydarzeń, jakiego w tym miejscu jeszcze nie notowano. W odstępie kilku godzin, w dokładnie tym samym punkcie, doszło do dwóch niemal identycznych sytuacji — kierowcy samochodów osobowych wjechali na torowisko tramwajowe i utknęli na nim, blokując ruch komunikacji miejskiej.
Do pierwszego zdarzenia doszło około godziny 7:00 rano. Samochód osobowy znalazł się na torach tramwajowych na alei Różyckiego, w rejonie skrzyżowania z aleją Kochanowskiego, tuż za Mostem Szczytnickim. Pojazd zawisł na torowisku, uniemożliwiając przejazd tramwajów. W efekcie ruch w tym rejonie został czasowo wstrzymany, a pasażerowie musieli liczyć się z opóźnieniami. Utrudnienia trwały kilkadziesiąt minut, do momentu usunięcia samochodu i przywrócenia przejezdności torów.
Wydarzenie mogłoby zostać uznane za jednostkowy incydent, gdyby nie fakt, że dokładnie w tym samym miejscu doszło do niemal identycznej sytuacji po raz drugi tego samego dnia. Około godziny 17:30 kolejny kierowca wjechał na torowisko, ponownie unieruchamiając swój samochód na szynach. Tym razem skutki były jeszcze bardziej odczuwalne dla pasażerów komunikacji miejskiej. Tramwaje linii 9, 12, 13 oraz 27 zostały skierowane na objazdy, które obowiązywały przez ponad godzinę.
Podwójny incydent w jednym punkcie miasta, w tak krótkim odstępie czasu, zwrócił uwagę zarówno służb, jak i mieszkańców. Choć sytuacje, w których samochód blokuje torowisko, zdarzają się sporadycznie, to ich powtórzenie w tym samym miejscu i tego samego dnia należy do wyjątkowych. W piątek aleja Różyckiego stała się miejscem, które na długo zapadnie w pamięć zarówno kierowcom, jak i pasażerom wrocławskiej komunikacji miejskiej.


