Październik zbliża się wielkimi krokami, a wicemistrz Polski nadal nie ma na koncie zwycięstwa w PKO BP Ekstraklasie. Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe z Motorem Lublin 1:2 (0:1), mimo że do 83. minuty był na prowadzeniu. W ostatniej minucie meczu Marek Bartos zdobył decydującego gola z rzutu wolnego, zapewniając beniaminkowi triumf.
Przez pierwsze trzydzieści minut spotkanie miało charakter „meczu przyjaźni”. Obie drużyny grały ostrożnie, unikając ryzykownych zagrań. Z upływem czasu sytuacja zaczęła się zmieniać. Motor intensywnie atakował, stwarzając wiele okazji, jednak brakowało im skuteczności. Śląsk, który do tej pory był nieco bierny, obudził się w końcówce pierwszej połowy. W 37. minucie Jakub Świerczok oddał silny strzał, który obronił Ivan Brkić. Piłka trafiła do Piotra Samca-Talara, który niestety trafił w słupek.
Ten sam duet stworzył bramkę w 44. minucie. Po doskonałym podaniu Samca-Talara w pole karne, Świerczok z zimną krwią zakończył akcję sam na sam, zdobywając swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie od trzech lat. Śląsk po raz pierwszy w tym sezonie ligowym objął prowadzenie.
W drugiej części meczu Motor intensywnie atakował, jednak obrona Śląska funkcjonowała doskonale. Duet Szota-Petkow wykazywał się znakomitą współpracą, a Leszczyński był nieustannie gotowy do interwencji. W defensywnych działaniach uczestniczyli również zawodnicy ofensywni, tacy jak Cebula. Wszystko przebiegało bez zarzutu aż do 83. minuty, kiedy to Simon skorzystał z ogromnego błędu Szoty.
Gol zainspirował lublinian do znacznie lepszej gry. To oni kontrolowali przebieg meczu aż do ostatniego gwizdka sędziego, jednak wydawało się, że nie zdążą zdobyć bramki. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Marek Bartos wykonał rzut wolny, który okazał się nie do obrony. Piłkarze Motoru wybuchli radością, podczas gdy zawodnicy Śląska pogrążyli się w smutku.




