Śląsk Wrocław rozpoczął swoją przygodę w Koszykarskiej Lidze Mistrzów w środę, 2 października, po porażce z Falco Szombathel. Mecz był zacięty i pełen emocji, jednak najważniejsze chwile miały miejsce w przerwie, kiedy to klub uhonorował wybitnych koszykarzy – Mieczysława Łopatkę oraz zmarłego Adama Wójcika. W Hali Stulecia zawisły banery z ich imionami, nazwiskami i numerami.
Śląsk rozpoczął mecz w składzie: Whitehead, Ponitka, Bogucki, Nunez oraz Gołębiowski. Jako pierwszy z ławki na boisko wszedł Ajdin Penava. W międzyczasie goście zdołali trafić 6 z 8 rzutów, obejmując prowadzenie 6:14 po pięciu minutach rywalizacji. W kolejnych minutach kontynuowali zdobywanie dogodnych pozycji, z których większość (56 procent) zamienili na punkty, osiągając wynik 13:22.
W drugiej kwarcie trener Rajković zdecydował się na wystawienie piątki obcokrajowców, co jest zgodne z przepisami, w przeciwieństwie do regulacji obowiązujących w rozgrywkach krajowych. W zespole gospodarzy wyróżniali się Senglin oraz Lynch. Whitehead dołożył trzy punkty, a Nunez zdobył kosz z bliskiej odległości, co zmniejszyło przewagę do 4 punktów. Po kolejnej skutecznej akcji Lyncha nastąpił remis. W ostatnich momentach zza linii rzutów za trzy punkty celnie rzucili Zoltan Perl oraz Isaiah Whitehead, co dało wynik 36:38.
W trakcie przerwy meczu miały miejsce wzniosłe i honorowe chwile. Pod kopułą Hali Stulecia, obok 18 zielonych banerów mistrzowskich, zawieszono dwa nowe: Mieczysława Łopatki (11) oraz Adama Wójcika (10), a także obecny był Maciej Zieliński (9). Prezes Michał Lizak zaprosił na parkiet Mieczysława Łopatkę z synem Mirosławem oraz najbliższą rodzinę Adama Wójcika, w tym żonę Krystynę i synów Jana oraz Szymona.
Na parkiet powrócili koszykarze, a rywalizacja stała na wyrównanym poziomie. Węgrzy usiłowali zbudować przewagę, jednak wrocławianie, z Whiteheadem jako motorem napędowym w ataku, nieustannie pozostawali w bliskim kontakcie. Po trzech kwartach tracili jedynie 2 punkty.
Kilka chwil później przewaga wzrosła do 7 punktów, co skłoniło trenera Rajkovića do zwołania narady. Po czterech nieudanych próbach, Nunez w końcu trafił z dystansu. Daniel Gołębiowski zdobył swoją pierwszą trójkę w sezonie, co spowodowało, że trener gości poprosił o czas. Strzelec nie zwalniał tempa, więc Daniel wkrótce powtórzył swój sukces.
W momencie, gdy kibice wstali z miejsc na ostatnią minutę, Matt Tiby zdobył istotny rzut z dystansu, który uciszył ich, jednak natychmiast odpowiedział mu Whitehead (25 punktów, 9/18 z gry). Niestety, ostatnie słowo należało do Perla (29 punktów, 13/22 z gry, 7 zbiórek) oraz jego drużyny – 75:84.




